przy-ziemne

przy-ziemne

10 sierpnia 2014

Notatka budowlana cz. 3

Piątek i sobota, to wykańczanie fundamentów.
Układanie kolejnych warstw worków z piaskiem i cementem.
 Udeptywanie-wyrównywanie tychże.
 Instruktorka fitnesu, która jest wśród nas proponowała nam różne ćwiczenia ogólno-rozwojowe przy okazji.
 W sobotę trzeba było podrównać teren pod podłogę.
Niektórzy są już u kresu. Ale jak widać motywacja wewnątrz zespołu jest duża.
Zaczęły powstawać ramy na okna i drzwi.
 Wieczorem był już gotowy komplet trzech okien i drzwi.
 Na workach układamy drewniane obramowania, które będą spajać i dociskać fundament.
 Przymiarka całości.

 Ale przed ostatecznym położeniem drewnianego docisku zakładamy folię do zaizolowania fundamentów.
Miejsca, gdzie folia musiała być przedziurawiona zaklejone zostały lepikiem dla szczelności.

Założony drewniany docisk. Dla zachowania poziomu pod deski podłożyliśmy glinę.
Deski dociśnięte śrubami na nagwintowanych prętach, które wychodzą z fundamentów punktowych.

No i tak to wygląda na razie.

Wieczorem było ognicho, a dzisiaj się luzujemy - czego Wszystkim życzę!


8 sierpnia 2014

Notatka budowlana cz.2

Można znaleźć wiele uzasadnień dla budowy kopuły i chęci zamieszkania w niej - od kosmicznych po finansowe. Z tego, co się orientuję są w Polsce dwie firmy budujące kopuły, jedna z cegły (sergiel.pl), druga z żelbetonu (kopuly.pl) - można sobie zobaczyć też przykładowe zdjęcia.

Jakiś czas temu zainteresowaliśmy się budownictwem słomiano-glinianym, jako tańszą alternatywą dla tych, co chcą mieć swój dom, ale bez kredytów. Mają za to trochę czasu, żeby samemu zaangażować się w budowę. Grzebiąc w internecie znaleźliśmy stronę Janusza Świderskiego, który miał już na swoim koncie kilka realizacji i właśnie organizował u siebie warsztaty z budowy pierwszej kopuły słomiano-glinianej. Pojechaliśmy. Było to dwa lata temu. 
Od tamtej pory wiedzieliśmy, że:
a) na pewno chcemy zbudować coś z Januszem, bo jest to człowiek wyjątkowy sam w sobie, a budowa z nim należy do przyjemności,
b) kopuła jest rozwiązaniem dla nas ze względów finansowych. Jako budynek nie posiadający dachu, który to dach generuje dużą część kosztów, kopuła słombalowa staje się dosyć tanim rozwiązaniem.

Do mnie dodatkowo przemawiają argumenty o tym, że natura sama w sobie nie wytwarza form kanciastych, więc być może nie są one najbardziej przyjazne dla człowieka do zamieszkiwania. A najbardziej przemawia do mnie argument o braku zimnych kątów:)

My jesteśmy w sytuacji takiej, że potrzebujemy kopułki, żeby mieć gdzie przezimować i zastanowić się, co dalej robimy z domem właściwym. W przyszłości kopuła ma spełniać funkcje domku gościnnego.

Wczoraj mieliśmy pierwszy dzień pracy na poważnie. Przyjechały do nas dwie pary wolontariuszy, żeby pomagać i uczyć się jednocześnie. Super ludzie z zapałem do pracy i dobrą energią. Przy tym każdy z doświadczeniem w innej branży, ale jak się okazuje każda wiedza się przydaje. Mamy nawet budowlańca od domów pasywnych:) Dziewczyny machają łopatami, aż się kurzy, a dodatkowo poprawiają estetykę załogi! Razem z naszymi przyjaciółmi jest nas w tym momencie 9 osób. 

Zrobiliśmy fundamenty punktowe, połączone zespawanym prętem, aby całość trzymała się kupy i nie odleciała wraz z huraganem jakimś. Dodatkowo pojawił się problem nasiąkania gleby i ewentualnego przemarzania gruntu. U nas ziemia gliniasta bardzo - trzyma wodę długo. W czasie przerwy obiadowej wymyśliliśmy, że zrobimy dodatkowy podkop w fundamencie na dren żwirowy z odprowadzeniem wody. Po przerwie zostało to wykonane, a dzień pracy zakończyliśmy położeniem pierwszej warstwy worków z piaskiem i cementem, które u nas robią za fundament. 

Jeszcze tylko dokumentacja zdjęciowa:
Dołki na fundament punktowy zalewany betonem.
Ulepszona wersja zalewania dołków
Poprzedniego dnia trochę padało...
Nagwintowane pręty w fundamentach punktowych z przygotowaną obręczą.
Łączenie obręczy z prętami.
Przygotowywanie worków z piaskiem.
Dokopaliśmy się do przedwojennego drenu melioracyjnego.
Drenaż żwirowo-kamykowy....
... z odprowadzeniem.
Pierwsza warstwa worków.
Worki z piaskiem trzeba udeptać.
Mocno udeptać.


I lecę do roboty.
Pozdrowienia dla wszystkich!

4 sierpnia 2014

Notatka budowlana cz.1

Zaczęło się!
Teren wyrównany, wykopaliśmy rowek na fundamenty 50x50 cm - do nich pójdą worki z piaskiem i cementem.











Większość potrzebnych materiałów mamy zgromadzonych w tym najważniejszy budulec - kostki słomy.
Martwiliśmy się, że cały tydzień będziemy gromadzić i zwozić od ludzi, którzy słomy nie potrzebują. Okazało się w sobotę, że w naszym przysiółku można zebrać słomę z trzech pól. Wszystko w promieniu 400 metrów od nas! Przyjechała kostkarka z Kółka Rolniczego, zrobiło się pospolite ruszenienie wśród sąsiadów na dwa traktory z przyczepami, osiem osób łącznie z nami - w pięć godzin skostkowaliśmy, zebraliśmy i wpakowali do stodoły przeszło 400 kostek słomy pszenicznej i żytniej, specjalnie mocniej prasowanej. Nie mogłam w to uwierzyć! Czy ktoś ma jeszcze takich sąsiadów, czy to mnie się trafiło jak ślepej kurze seks? - jak powiadała jedna z moich koleżanek.








W środę przyjeżdża nasz kierownik budowy Janusz Świderski (www.biobudownictwo.org) oraz kilku wolontariuszy, którzy są jakoś z nim połączeni. Nie wiem ilu ich będzie i na jak długo. Ze swojej strony mamy do budowy nasze ręce, dwójkę przyjaciół oraz syna Sąsiada.

Jeśli czegokolwiek mogę sobie jeszcze życzyć, to może kilku stopni mniej - ale upierać się przy tym nie będę:)

Pozdrowienia z placu budowy!

30 lipca 2014

Notatka pomidorowa

Mogłaby też nazywać się notatką o uporze, który nie prowadzi do niczego dobrego lub o głupim Polaku po szkodzie. Jak widać, optymistycznie nie będzie.
Mimo licznych zapewnień, że się nie uda, od kilku lat czynię wysiłki, aby mieć pomidory z gruntu - nie pryskane, pachnące wiatrem i słońcem. Nie udaje się... W drugiej połowie lipca nadchodzi licho zwane chorobą grzybową i zwykle pięknie zapowiadające się krzaczki obsypane pomidorami, zamiast dojrzewać i cieszyć serce, zamieniają się dzień po dniu w straszące kikuty.
W tym roku pomidory (rumba ożarowska, bawole serce i malinówka) rosły na grządce wzniesionej, podlewanej gnojówką z pokrzyw i skrzypu, opryskiwane odwarem skrzypowym i rozcieńczonym mlekiem. Nic to nie dało. Właśnie wyrwałam wszystkie krzaki. Oberwałam zdrowo wyglądające zielone owoce do skrzynki z siankiem. Może uda się, żeby chociaż kilka dojrzało sobie w ciemności.
Serce boli.
Dlaczego tak się upieram przy metodzie w gruncie? Ano pamiętam z dzieciństwa ten smak czerwonego pomidorka zerwanego prosto z krzaka i ciepłego jeszcze od słońca. A muszę dodać, że wychowywałam się w rejonie, gdzie w powietrzu było więcej metali cieżkich niż azotu i tlenu - no chyba, że to właśnie pomidorom pasowało.
Naprawdę nie ma sposobu, żeby się to udało? Naprawdę musi być folia lub szklarnia lub oprysk? Echhhh...
Przynajmniej koktajlowe sobie radzą!

Ale nie tylko grób i mogiła! 

Kurdupelki rosną! 


Pimpilą sobie radośnie, skrzydełkami wymachują, a Saba poczuła w sobie zew psa pasterskiego i pilnuje zawzięcie. Parę razy pogoniła już Stasinka, który też chciał popilnować, ale nie dane mu było.


A jeśli cierpliwa kwoczka wytrzyma, to za jakieś dwa tygodnie będzie nowa dostawa maluszków!
Przy okazji bardzo dziękuję Kuro Neko za konsultację w kwestii żywienia:)

No i dostałam niedawno prezent! Praktyczny! Bardzo lubię praktyczne prezenty. W ubiegłym roku była to mała siekierka, taka w sam raz do ciosania szczapek na rozpałkę. 

Po lewej to prezent niedawny. Po prawej trochę dawniejszy:)

Być może papierówki nie są najlepszą odmianą na soki, ale mamy ich zatrzęsienie, no i chcieliśmy wypróbować sprzęt.  Sok wyszedł doskonały!!! Musimy jeszcze ulepszyć technologię, tzn. muszę uszyć woreczek z jakiegoś bardziej zwartego materiału, bo ten dołączony do kompletu przepuszcza pulpę. Soki robiliśmy już dwa razy - pierwszy raz z jabłek ze skórkami, za drugim razem jakoś z rozpędu obraliśmy jabłka. Ten ze skórkami był smaczniejszy. Nie wiem czy to reguła - będziemy próbować z innymi odmianami.

Życzę Każdemu czego tam potrzebuje!:)
My obecnie kilku bezdeszczowych dni, żeby udało się skompletować kostki słomy na budowę.

22 lipca 2014

Notatka o wodzie

Kwestia wody w naszym gospodarstwie od samego początku była delikatnym tematem. Problemu staraliśmy się - nazwijmy to - nie wyolbrzymiać, co oznacza, że z typowym entuzjazmem uznaliśmy, że jakoś to będzie.
Na razie jest studnia kilka metrów od domu, głęboka na siedem kręgów. Wodę czerpie się wiadrem. Jesienią wypompowaliśmy całość wody i trochę zalegającego na dnie mułu. Na wiosnę wody było sporo, ale przy dłuższych suchych okresach lub po większym praniu szybko ubywa i powoli przybywa. Po mocnych deszczach poziom wody się podnosi, ale jest za to mętna i niezbyt smaczna. W ubiegłym tygodniu zdecydowaliśmy się wyczyścić studnię porządnie. Na pierwszy raz zamówiliśmy firmę, żeby zobaczyć jak to się robi. Przyjechała firma - syn z ojcem i kolegą do pomocy. Oczyścili i stwierdzili, że z tej studni nic nie będzie. Nie stoi na źródle, ani nawet porządnym cieku wodnym. Jest zasilana przez to, co dostanie się do niej z ziemi...
Niby przeczuwaliśmy coś takiego, bo Dziadek-Sąsiad mówił, że to nigdy nie była dobra studnia, ale stwierdzenie faktu wprost trochę nas podłamało.
Jak to często bywa w takich firmach, jeden z pracowników okazał się różdżkarzem i znalazł źródło kilkanaście metrów dalej. Podobno na dziewięciu metrach głębokości. Jeśli chcielibyśmy skorzystać z ich usług, to kopią studnie ręcznie. Chyba jednak nie chcemy. Trudno nazawać takie odczucia, ale było w chłopakach "coś", co nie wzbudzało zaufania, mimo, że wszystko, co mówili wydawało się logiczne, ale woda jest nam za bardzo potrzebna, a kasy mamy za mało, żebyśmy ignorowali takie oznaki.
Sprowadziliśmy zatem Szamana - owianego legendą różdżkarza-studniarza ze wschodniej Małopolski. Wysiadł z samochodu i zanim powiedział "dzień dobry" już wskazał źródło na 7-8 metrach. Radość była wielka, przyjechał znajomy już Pan od Koparki, żeby dogadać szczegóły. Roboty ustalone na poranek dnia następnego. Wieczorem jednak, kiedy Sąsiedzi poszli (bo przyjazd Szamana przyciągnął gapiów), Pan od Koparki odjechał, Szaman zaczął tracić animusz i popadać w wątpliwości, że może kamień, że może głębiej, że może koparka nie da rady, że może powinniśmy wiercić... Wykonał parę telefonów do różnych znajomych i szwagrów od odwiertów potwierdzić ceny i dostępność w najbliższym czasie. Nam humory się zwarzyły. W końcu zadzwonił do wyższej instancji - znajomego radiestety, z którym, dzięki łączności telefonicznej, mają mają więź energetyczną. Tamten powiedział, że woda w tym miejscu jest, ale w najlepszym przypadku na 15 metrach, a najlepiej byłoby wiercić do 30 metrów....
Gdyby ktoś miał takie podejrzenia, to nie poddaję w wątpliwość umiejętności różdżkarzy, wydaje mi się jedynie, że na 30 metrach w wielu miejscach można trafić na wodę.
Pan od Koparki został odwołany, podobnie jak zamówione już betonowe kręgi, a my zostaliśmy z naszą starą studnią, kiepską wodą i problemem do rozwiązania.

Poza tym dokonaliśmy wielu prac mało efektownych, choć niezbędnych, żeby posuwać się do przodu. Takimi pracami np. było wysypanie kamieniem zjazdu i parkingu, finalizowanie spraw urzędowych związanych z budową kopuły i oczyszczalni korzeniowej, czyli wizyty w starostwach, gminach, składach budowlanych, przegrzebywanie internetu w poszukiwaniu wiedzy i okazji, dalszy ciąg przeprowadzki (widać już koniec). 

Tymczasem mój ogród pięknie zarasta. Zamierzone i celowe miesza się z przypadkowym i, jak się okazuje, dominującym...



A w ogóle, to dostałam w ostatnią niedzielę 13 takich cudaków, a 13 następnych jest podsadzonych pod kwoczkę.


Przyjechała z nimi karma dla piskląt. Odstawiłam ją i karmię mieszanką jajka z tartą marchewką, zieleninką (pokrzywa, mlecz i młoda trawka) osypane to wszystko rozdrobnioną owsianką. Doświadczone hodowczynie proszę o opinię i porady, czym karmić dalej.

Miłego dnia!