przy-ziemne

przy-ziemne

22 lipca 2014

Notatka o wodzie

Kwestia wody w naszym gospodarstwie od samego początku była delikatnym tematem. Problemu staraliśmy się - nazwijmy to - nie wyolbrzymiać, co oznacza, że z typowym entuzjazmem uznaliśmy, że jakoś to będzie.
Na razie jest studnia kilka metrów od domu, głęboka na siedem kręgów. Wodę czerpie się wiadrem. Jesienią wypompowaliśmy całość wody i trochę zalegającego na dnie mułu. Na wiosnę wody było sporo, ale przy dłuższych suchych okresach lub po większym praniu szybko ubywa i powoli przybywa. Po mocnych deszczach poziom wody się podnosi, ale jest za to mętna i niezbyt smaczna. W ubiegłym tygodniu zdecydowaliśmy się wyczyścić studnię porządnie. Na pierwszy raz zamówiliśmy firmę, żeby zobaczyć jak to się robi. Przyjechała firma - syn z ojcem i kolegą do pomocy. Oczyścili i stwierdzili, że z tej studni nic nie będzie. Nie stoi na źródle, ani nawet porządnym cieku wodnym. Jest zasilana przez to, co dostanie się do niej z ziemi...
Niby przeczuwaliśmy coś takiego, bo Dziadek-Sąsiad mówił, że to nigdy nie była dobra studnia, ale stwierdzenie faktu wprost trochę nas podłamało.
Jak to często bywa w takich firmach, jeden z pracowników okazał się różdżkarzem i znalazł źródło kilkanaście metrów dalej. Podobno na dziewięciu metrach głębokości. Jeśli chcielibyśmy skorzystać z ich usług, to kopią studnie ręcznie. Chyba jednak nie chcemy. Trudno nazawać takie odczucia, ale było w chłopakach "coś", co nie wzbudzało zaufania, mimo, że wszystko, co mówili wydawało się logiczne, ale woda jest nam za bardzo potrzebna, a kasy mamy za mało, żebyśmy ignorowali takie oznaki.
Sprowadziliśmy zatem Szamana - owianego legendą różdżkarza-studniarza ze wschodniej Małopolski. Wysiadł z samochodu i zanim powiedział "dzień dobry" już wskazał źródło na 7-8 metrach. Radość była wielka, przyjechał znajomy już Pan od Koparki, żeby dogadać szczegóły. Roboty ustalone na poranek dnia następnego. Wieczorem jednak, kiedy Sąsiedzi poszli (bo przyjazd Szamana przyciągnął gapiów), Pan od Koparki odjechał, Szaman zaczął tracić animusz i popadać w wątpliwości, że może kamień, że może głębiej, że może koparka nie da rady, że może powinniśmy wiercić... Wykonał parę telefonów do różnych znajomych i szwagrów od odwiertów potwierdzić ceny i dostępność w najbliższym czasie. Nam humory się zwarzyły. W końcu zadzwonił do wyższej instancji - znajomego radiestety, z którym, dzięki łączności telefonicznej, mają mają więź energetyczną. Tamten powiedział, że woda w tym miejscu jest, ale w najlepszym przypadku na 15 metrach, a najlepiej byłoby wiercić do 30 metrów....
Gdyby ktoś miał takie podejrzenia, to nie poddaję w wątpliwość umiejętności różdżkarzy, wydaje mi się jedynie, że na 30 metrach w wielu miejscach można trafić na wodę.
Pan od Koparki został odwołany, podobnie jak zamówione już betonowe kręgi, a my zostaliśmy z naszą starą studnią, kiepską wodą i problemem do rozwiązania.

Poza tym dokonaliśmy wielu prac mało efektownych, choć niezbędnych, żeby posuwać się do przodu. Takimi pracami np. było wysypanie kamieniem zjazdu i parkingu, finalizowanie spraw urzędowych związanych z budową kopuły i oczyszczalni korzeniowej, czyli wizyty w starostwach, gminach, składach budowlanych, przegrzebywanie internetu w poszukiwaniu wiedzy i okazji, dalszy ciąg przeprowadzki (widać już koniec). 

Tymczasem mój ogród pięknie zarasta. Zamierzone i celowe miesza się z przypadkowym i, jak się okazuje, dominującym...



A w ogóle, to dostałam w ostatnią niedzielę 13 takich cudaków, a 13 następnych jest podsadzonych pod kwoczkę.


Przyjechała z nimi karma dla piskląt. Odstawiłam ją i karmię mieszanką jajka z tartą marchewką, zieleninką (pokrzywa, mlecz i młoda trawka) osypane to wszystko rozdrobnioną owsianką. Doświadczone hodowczynie proszę o opinię i porady, czym karmić dalej.

Miłego dnia!


13 komentarzy:

  1. Witaj Bazylio! Współczuję problemów z wodą, to jest jednak nader istotna sprawa w życiu codziennym. Mam nadzieję, że uda wam się znaleźć gdzieś wodę na mniejszej głębokości. Kurczaczki piękne!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pechowo. Gdyby nasz dom stał 10 metrów niżej załapalibyśmy się na wiejski wodociąg. Też z wysiłkiem, bo to ponad pół km kopania, ale taniej niż wiercenie.
      Musimy się z tym poprzesypiać i przyzwyczaić do myśli o wierceniu.

      Usuń
  2. Z ta wodą to kłopot macie. W studni jest woda podskórna. Do ogrodu nada się, ale dla Was nie. Najlepsza będzie studnia wiercona. Nie wiem jaki jest koszt, ale trzeba mieć pozwolenie wodno-prawne.
    Gratuluję kurczaczków. Niech zdrowo rosną. Ja karmiłam gąski i kurczaczki tak jak i Ty. Do tego twarożek i serwatkę, proso parzone (lubią bardzo) i potem ziarna pszenicy też, a gąskom owies. No i pastwisko. Moje ptactwo jest zdrowe i dorodne. Kury niosą jaja jak szalone, nie chorowały nigdy, a mają już 4-5 lat (te które zostały po polowaniach lisich ma się rozumieć). Poza tym wiesz, że moje zwierzęta śpią, gdzie chcą i chodzą, gdzie chcą, są mrozoodporne i deszcz także im niestraszny. Pozdrawiam

    P.S.
    Baranek Bazyl biega już od ponad tygodnia u Daniela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pastwisko już mają. Sześciodniowe kurdupelki zaczynają sobie już grzebać nóżką tu i tam:)

      P.S.
      Naprawdę Bazyl? To zbieg okoliczności?

      Usuń
  3. Ja też mam taką studnię, na szczęście to relikt, bo we wsi jest wodociąg. Jednak często wody nie ma, toteż zaczęliśmy zgłębiać jej tajemnicę. Okazało się, że to właśnie woda podskórna. Mętna, żółta i na pewno nie do picia. Taką to mam w piwnicy:) W dodatku cała wieś, jak jeden mąż, szamba odprowadza gdzie popadnie. W grę wchodzi jedynie studnia głębinowa. Nie wiem, jakie to koszty, na pewno duże, nie drążyliśmy tematu. Ale za to woda gwarantowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W piwnicy też mam wodę i powiem szczerze, że wygląda lepiej niż ta w studni:)
      Nad nami tylko jeden sąsiad i odprowadza szambo z drugiej strony, więc tak źle nie jest - dobrze niestety też nie, bo pryska ze wszystkich stron:)

      Usuń
    2. Kiedyś nie było u nas wody przez 3 dni, to sąsiedzi przychodzili do naszej piwnicy z wiadrami. Wtedy akurat była, teraz nigdzie nie ma...

      Usuń
    3. Aaaa, to taka porządna studnia piwniczna. U nas, to bardziej do czerpania garnuszkiem:)

      Usuń
  4. Ania z Siedliska23 lipca 2014 07:25

    Nie słyszałam, by na wiercenie takiej płytkiej studni ( nawet 15 m to płytko), potrzebne było pozwolenie wodno-prawne. U mnie różdżkarze sprawdzili sie w 100% ( miałam szczęście ?), też wiercilismy ale woda nadal jakaś nie za bardzo. Bazylio, wstąp do gminy, może mają mapy hydrogeologiczne ? Wtedy różdżkarz byłby dla ozdoby :-)))). Buziaki dla wszystkich !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiemy tak naprawdę na jakiej głębokości jest tam woda, być może trzeba się będzie dowiercić do oligoceńskiej. Jeśli będzie dobra woda na mniejszej głębokości to przy wykorzystaniu wody na zwykłe potrzeby gospodarstwa , to żadnych pozwoleń nie trzeba. Mapy są dostępne on-line. Różdżkarz za bardzo nie jest potrzebny.

      Usuń
    2. Ha! Kochana, nie jest to takie proste. Nie ma on-line naszego kawałka świata. Właśnie prowadzę ciekawą korespondencję z PIG na temat udostępnienia odpowiedniego kawałka mapy.
      Wody oligoceńskie u nas na ok. 300 metrach - nie mam kasy ni ambicji wiercić tak głęboko:)) Zadowolę się wodą zdatną do picia:)

      Usuń
  5. Nie chcę Was martwić, ale mieliśmy podobny problem w Beskidzie Wyspowym. Jakiś magik znalazł ciek, wykopaliśmy studnię na 8 metrów (w tych kamieniach i glinie to duży wysiłek i koszt), woda była i widać było jak wypływa z ziemi po wybraniu. Już myśleliśmy, że jest pięknie. I przez pół roku było. Potem przyszły ogromne ulewy, grunt rozmiękł, aż do głębokiej skały... i nasza studnia wyschła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, poprzednio mieszkaliśmy w Beskidzie Wyspowym i wiem, że tam był duży problem z wodą. Ludzie wiercili po kilka studni na gospodarstwo, koszty ogromne, a i tak z wodą kiepsko. Często woda uciekała ze studni po wizytach panów od szukania gazu łupkowego. My mieliśmy szczęście, bo mocne źródło pod własnym ciśnieniem.
      Tutaj zobaczymy. Niedawna wizyta geodetów zaowocowała tym,że zmierzyli nam różnicę poziomów do wodociągu wiejskiego, jesteśmy 8 metrów niżej i chyba będziemy się próbować podłączyć. Daleko trzeba kopać, ale i tak wyjdzie taniej niż wiercenie.
      A Wy jak sobie teraz radzicie?
      Pozdrowienia

      Usuń