przy-ziemne

przy-ziemne

12 maja 2017

Wełniana zima

Pogoda taka, że chyba nie będzie nadużyciem wrócić na chwilę do zimowego czasu "spokoju i odpoczynku". Zwłaszcza, że to, co zaczęło się się tej zimy ma swój dalszy ciąg.
Wiadomo, że dla rolnika zimowy okres jest przeznaczony na aktywności zupełnie inne, niż prace polowe. Dawniej darło się pierze, wyplatało kosze, łuskało fasolę - wszystko, co można było robić w ciepłej chałupie siedząc przy piecu.
Tej zimy postanowiłam nauczyć się przerabiać wełnę, którą mamy z naszych owieczek. Pierwsze dwie strzyże przeznaczone były na ocieplenie stajni dla zwierząt. Trochę z tego uszczknęłam, dodatkowo dostałam jeszcze dwa worki wełny od sąsiada, który ma owieczki w typie merynosa polskiego i zaczęłam nową przygodę.
Naoglądałam się filmów na YT, stwierdziłam, że to nie może być bardzo skomplikowane i kupiłam używany kołowrotek za stówę. Strasznie mi nie szło. Podjechałam do lokalnej pani, która przędła dawno temu, ale ona używała innego typu kołowrotka i nie wnikała nigdy w zasady działania - nie bardzo potrafiła mi pomóc. Pomęczyłam prządki przez internet - powiedziały, że mam kołowrotek do niczego, ale udzieliły kilku wskazówek, pomęczyłam Izydora z Sewilli - powiedziała, że na każdym da się prząść. W końcu, po kilku sugestiach, wiedziałam już co jest nie tak i koło poszło w ruch. Nie spodziewałam się, że rytmiczne poruszanie nogą, cichy turkot sprzętu i dziubdzianie wełny w palcach może sprawiać taką przyjemność - jest to jakaś forma transu - takiego pozytywnego. A owocem jest nitka! Początkowo nierówna, ale dosyć szybko nabiera się wprawy. Im więcej się przędzie, tym lepiej poznaje się działanie kołowrotka, właściwości różnego rodzaju wełny. Zaczęłam od naszej - wrzosówkowej. Porównywałam jak się przędzie upraną i bezpośrednio z owieczki. Za gręple posłużyły mi na początek dwie szczotki do wyczesywania psów. Szybko okazało się to niewystarczającym narzędziem. Ale  w pobliskim większym mieście znalazłam pana, który wykonuje usługę gręplowania, więc zabrałam co miałam i wróciłam z trzema woreczkami przygotowanej wełny. Jakość przędzenia podskoczyła, nitka wychodzi równiejsza, podjęłam próby dwojenia, a nawet trojenia nitki - no i już wiem, że kołowrotek mam... słaby:) Może nie tyle słaby, co przeznaczony do innego rodzaju wełny i innych potrzeb.
Chciałam próbować dalej - przekonać się jak jeszcze można wykorzystać wełnę.  Jakoś naturalnym wydawała się nauka filcowania. Znowu YT i kolejne filmy instruktażowe. Po kilku próbach okazało się, że sama wełna wrzosówkowa filcuje się trudno. Długie twarde włosy bardzo utrudniają proces, ale jak już się uda, to z kolei nadają trwałości filcu. Można też mieszać z innymi wełnami, więc zakupiłam trochę czesanek w różnych kolorach i zaczęłam eksperymentować z filcowaniem na mokro. Jakieś nieudane próby szmatek, woreczków, torebeczek - wszystko krzywe, albo dziurawe, w nieokreślone kolorowe plamy, które w zamyśle miały być barwnym wzorem... Pierwszym produktem, który jako tako nadawał się do użytku były kapcie dla Małej M. Potem kapcie dla córeczki moich znajomych, Gosi i Eddy'ego. Wszystko jeszcze dosyć toporne i nie całkiem równe - ale uczyć na czymś się trzeba. 
I tutaj nastąpiła niespodzianka. Gosia od dłuższego czasu robi wspaniałe mydła. Wyglądają tak, że chce się je zjeść, pachną wspaniale, albo w ogóle - w zależności od przeznaczenia i składników, z których są zrobione. A robi je w dużym stopniu na bazie koziego mleka od własnych kóz, mieszanek różnych olejów i maceratów ziołowych, które sama przygotowuje. Jej mydełek używam od ponad roku i mam tylko dobre doświadczenia, dlatego nie mam problemu, żeby ją w tym miejscu, po prostu, zareklamować: zielonakoza.pl
I to właśnie Gosia opowiedziała mi, że można połączyć mydło z filcem, robiąc mydełko ubrane w filcową myjkę. Spodobała mi się taka idea. Poza tym była to inspiracja do wykonania kolejnego kroku w pomysłach na przetwarzanie wełny. No i w ogóle bardzo przyjemna to zabawa. Weszłyśmy w taką małą kooperatywę i zaczęły powstawać filcowane naturalne mydła.






A tu jeszcze inna forma obróbki wełny:
Mój sprzęcik. Niby ozdobna Cepelia...
...ale coś tam się daje ukręcić.
Pierwsze próby pojedyncze i podwójne.
Tym sobie radziłam rozczesując początkowo wełnę.
A tak wyglądała, kiedy przyjechała z gręplarni.
Przede mną praca nad doskonaleniem rzemiosł i dalsza nauka, może tkanie? Moteczków przybywa i jakoś to uprzędzone trzeba wykorzystać...

Tak sobie myślę, ile już się nauczyłam i dowiedziałam odkąd zaczęliśmy mieszkać na wsi. A odkąd prowadzimy własne gospodarstwo, przyrost wiedzy jest lawinowy:) Praca zarobkowa "od do" (jeśli nie jest spełnieniem jakiejś totalnej pasji) mocno ogranicza, głównie czasowo. Często jest jakimś wyabstrahowanym zajęciem, dla którego trudno znaleźć uzasadnienie. I to frustruje.
Praca na wsi zwykle jest podyktowana koniecznością, pogodą, porami roku, ale jej owoce mają sens, przynoszą pożytek. Nam i naszym bliskim. Masz ogródek, sad lub pola - masz zbiory, które trzeba nauczyć się przetwarzać. Masz zwierzęta - masz mleko, wełnę, mięso, które trzeba nauczyć się przetwarzać. Nawet jeśli masz zwykłą łąkę, to masz na niej zioła, które można nauczyć się przetwarzać. Możliwości są właściwie nieograniczone:)

No... to tak chciałam się podzielić myślą i pochwalić nowymi umiejętnościami, a teraz wracam do wywalania obornika, co lubię prawie tak samo jak filcowanie czy przędzenie :)

Serdeczności dla Wszystkich i chyba na miejscu byłyby życzenia trochę lepszej pogody.

17 komentarzy:

  1. Rany jakie te filcowane mydełka są piękne!! Chyba szkoda by mi było takiej myjki używać, wisiałaby jako ozdoba. Szczególnie te z łowickim wzorem:))
    Podziwiam, że na tyle sposobów potrafisz przerabiać wełnę, ja tylko umiem przez druty albo szydełko ją przepuścić, ale to pewnie też umiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawka, z kaszubskim wzorem nie łowickim:)))

      Usuń
    2. Jest i kaszubski i łowicki, a raczej wariacje na temat:) No właśnie druty i szydełko trochę się nie nadają do mojej wełny, gryzącej mocno, chyba, żeby chodniki dziergać, albo kołderki cienkie - do przemyślenia/wypróbowania.
      I dziękuję Gardenio, za miłe słowo. Pozdrowienia.

      Usuń
  2. Chodniki dziergać? Ty wiesz, że to jest piękna myśl? I to z takiej grubej, nieprzędzionej czesanki... Hmm... Muszę pomyśleć... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuniu, chodnik z takiej czesanki, to ma zastosowanie do sterylnego miejskiego mieszkanka, np. przy łóżku. Milutko sobie stopy na takim położyć. Ale w naszej psiej, kociej i błotnej rzeczywistości - nie widzę tego:)

      Usuń
    2. Bazylio, a kilim na ścianę? Albo na ławę do siedzenia?

      Usuń
    3. Kilimy, jak najbardziej! A do siedzenie - to zależy jaki gruboskórny tyłek siądzie :) Mam zamówioną taką prostą ramę do tkania. Krosien już za Boga nie upchnę w mojej dziupli... Dzięki, Kochana, za podpowiedzi!

      Usuń
    4. Są baaaardzo gryzące kilimy do siedzenia, filcowe "błamy" i poduchy. Mnie oczywiście to nie przeszkadza, ale moim gościom już tak. .

      Usuń
    5. Bo Ty tak kochasz swoje owce, że wyparłaś po prostu fakt gryzienia :)

      Usuń
  3. Właśnie tak! Praca w mieście zarobkowa jest wyimaginowanym zajęciem, w pracy na wsi widzę głęboki sens. Przerabiam jedno i drugie w tym samym czasie. Już myślałam że mam coś nie po kolei, że nie doceniam zdobyczy cywilizacji, wtłoczenia nas w beton i bezustanną gonitwę w trybikach. Ale nie... więcej nas takich. Dziękuję za podzielenie się myślą. A ubrane mydełka są prześliczne. Pozdrowienia i dobrze że znowu jesteś na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jest coraz więcej - dziwaków, wariatów - na różne określenia trzeba się przygotować:) Podążasz za intuicją i dobrze robisz. Uściski!

      Usuń
  4. Można je gdzieś od Ciebie kupić? Cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Midori, napisz do mnie na maila, który jest w profilu. Jakoś się dogadamy:)

      Usuń
  5. Bazylio, paczka doszła. Mydełka urody przecudnej. Te zielnikowe dla mnie wymarzone. Będziecie mieć we mnie stałą klientkę.
    Twoje nitki są piekne. I takie podobne do moich.
    Zgręplowane runo świetnie wygląda, tak szlachetnie. Muszę wyprać kilka worków i Twego gręplarza poprosić o zgręplowanie. Na dawno obiecaną kołdrę dla mojego G.

    Troszkę uprzędłam i muszę przyznać, że wolę jednak wełnę "prosto z owcy". I prząść i filcować. Ze względu na "tłustość".
    Zamieszkanie i praca na wsi była i jest dla mnie wybawieniem na wielu płaszczyznach. Dopiero wróciłam do domu. Cały dzień na dworze. Padam na nos, ale innego życia nie chcę już.
    Chodniki z runa naszych owiec są naprawdę świetne. Mocne i trwałe. Przy tym ładne nawet w splocie płóciennym lub dziergane na bardzo grubych drutach, ale jednak z przędzy, nie z czesanki.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izydorze, jesteś moją Inspiracją ( nie tylko wełnianą). Serdeczności!

      Usuń
  6. Boszsz....piękne są!:)
    Pewnie mile miziają :)
    pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy które - te z merynoska - miziają, ale te z naszych wrzosówek, takie bardziej... hmmm pilingujące:)

      Usuń