Ostatnie prace przy naszej kopule były mało efektowne - tynkowanie, tynkowanie, tynkowanie z zewnątrz i w nutrii. Od tego tynkowania mój aparat nie oparł się glinie, wszedł z nią w bliskie kontakty, po czym przestał działać. Nasze telefony służą jedynie do rozmów, zatem zdjęcia poniżej będą nie całkiem aktualne, zresztą i tak kilka z nich użyczonych przez D.
Właściwie z tym tynkowaniem można powiedzieć, że panuje budowlana nuda.
Ale...
Emocji dostarczają nam popełnione na początku błędy konstrukcyjne. Do tej pory odbijają nam się czkawką. Pochłaniają też czas, pieniądze, nasze nerwy oraz pewność, że ma sens dalej to ciągnąć. Czasem wydaje mi się, że dramatyzujemy, a czasem, że nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji.
Samonośna kontrukcja słomiana "osiada". Kopuła wykonuje lekkie ruchy, widać to po odchyleniach otworów okiennych. Pękąją też kolejne warstwy nakładanego tynku zewnętrznego cementowo-glinianego. Nie są to powierzchniowe pęknięcia spowodowane wysychaniem tynku. Raczej rysy konstrukcyjne, długie, pionowe, głównie przy oknach i drzwiach. Mimo podwójnej już warstwy zewnętrznej każdy deszcz powoduje przecieki przez słomę do środka. Nadal musimy więc nakładać ochronną plandekę.
Pojawiają się pomysły dozbrojenia kolejnej warstwy tynku, miejscowo lub po całości oraz wzmocnienia fundamentów. Nie mamy bowiem pewności czy konstrukcja słomiana osiądzie, ile ma osiąść i się zatrzyma, czy jest to ruch ciągły, nieskończony.
Tak czy inaczej pracujemy nieustannie od rana do wieczora z przerwami na niedziele.
Tynkowanie pierwszej warstwy zewnętrznej odbywało się przy użyciu tegoż urządzenia.
![]() |
fot.: D |
Maszyna dwa w jednym, służąca do mieszania gliny i tynkowania. Dużo by o niej mówić, z pewnością to, że jest kapryśna. Wiele wysiłku kosztowała jej obsługa, drobne i większe naprawy, zabezpieczenia itd. Pewnego dnia odwiedził nas Dziadek-Sąsiad popatrzył na chłopaków kolejny dzień męczących się z urządzeniem i stwierdził, że on by to szybciej kielnią obrzucił. To był moment przełomowy w naszych pracach tynkarskich. Odkryliśmy wspaniałe narzędzie - czerpak tynkarski, dzięki któremu prace ruszyły z kopyta.
![]() |
fot.: D |
A tam, gdzie zasięg rozrzutu nie docierał, wybraliśmy inną ręczną metodę.
Wewnątrz po narzuceniu pierwszej warstwy tynku glinianego wyrównywaliśmy go czym się da.
Ściany po narzuceniu pierwszej warstwy.
Po wygładzeniu zaczynają wyglądać jak wnętrze glinianego domku.
Następnym etapem jest wyrównywanie ubytków gliną wymieszaną z sieczką słomianą.![]() |
fot.: D |
![]() |
fot.: D |
W niektórych miejscach naszego budyneczku po paru dniach pojawiło się życie.
![]() |
fot.:D |
Kilka perspektyw kopuły.

Oprócz tego, co na zdjęciach udało się jeszcze zrobić kolejną wewnętrzną warstwę tynku. Glina+piasek+trociny. Wylać stopę pod piec i wylewki pod ścianki działowe. Dociągnąć prąd. Założyć okna. Aktualizacja foto nastąpi po odebraniu aparatu z serwisu (jeśli się uda).
Tradycyjnie chciałabym żłożyć wielkie podziękowania naszym ostatnim wolontariuszom Gosi i Piotrowi. Trafili do nas w sam środek szaleństwa tynkowego, mieli więc okazję naprawdę pomóc, a przy okazji wybrudzić się na maxa:) oraz Radkowi, który wpadł na krótko, ale dał z siebie wszystko:)
Jutro-pojutrze wchodzi na arenę zdun!
Wszystkim, z nami włącznie, życzę udanego tygodnia! Dziękuję również za maile i inne wyrazy troskliwego zainteresowania:)