Miniona zima była pierwszą, którą w sposób dosłowny spędziliśmy z dachem nad głową. Poprzednie dwie były pod folią...
Dla przypomnienia - wybudowaliśmy sobie samonośną, słomiano-glinianą kopułę. Z powodu naszej niewiedzy, naiwności, hurraoptymizmu, błędów konstrukcyjnych i innych czynników naturalnych zewnętrzny tynk pękał. Pęknięcia były różne - większe i mniejsze. Każde z nich jednak prowadziło lub mogło prowadzić do przenikania wody do wnętrza ścian - słomianych. Efekt łatwo przewidzieć. Dwa lata poszukiwań doprowadziły nas do konstatacji, że nie istnieje środek, który byłby jednocześnie: wodoodporny (deszcz i śnieg), paroprzepuszczalny (oddychanie ścian) i elastyczny (odporny na pęknięcia). Ze złośliwości tego świata dochodzi jeszcze mróz, wiatr i promienie UV.... A, no i jeszcze byłby w zasięgu naszego portfela.
Zdecydowaliśmy się na, jak się wydawało, rozwiązanie najprostsze - przykrycie kopuły dachem. Aby nie obciążać ścian, dach musiał być niezależną konstrukcją, jednak na tyle stabilną, aby wytrzymać tutejsze wichury. Schody zaczęły się, kiedy kolejni fachowcy wycofywali się z projektu, twierdząc, że: to się nie uda. Naprawdę gorąco zrobiło się w sierpniu, kiedy dogadany budowlaniec, który trochę zna się na ciesielce i miał z K. stawiać dach wespół, przestał odbierać telefon.
Na pomoc jak zwykle ruszyli przyjaciele. Dwóch facetów, dwa miesiące pracy i dach stanął. Być może byłoby szybciej, ale wrzesień i październik nie rozpieszczały pogodowo. Poza tym z racji nieregularności kopuły projekt dachu nie był najprostszy i w dużej mierze kształtował się na bieżąco.
Ani K., ani nasz Przyjaciel nie mieli pojęcia o tego typu pracy. Często zdarzały się przestoje i zastanawianie się jak to dalej ugryźć. Pomocą, głównie przez telefon służył nasz znajomy cieśla, wpadł zresztą na dwa dni dorobić mieczyki do podpór. Chwała mu za to:)
Dla mnie ten dach, to pewnego rodzaju symbol. Namacalny symbol trywialnego: jak się chce, to wszystko można.
Efekty pracy w fotorelacji poniżej:
 |
I co dalej? |
 |
Zaciosy - prawie profesjonalne. |
 |
Początki deskowania. |
 |
Skończone i wyrównane deskowanie. |
 |
Przy kładzeniu gontu pogoda była już mocno jesienna. |
 |
Nocne wycinanie mieczyków. Dziękujemy K. |
 |
No i jest... |
 |
Profil |
 |
Prawie skończone - na ostatni metr od góry zabrakło nam materiału i czasu. Czekamy na lepszą pogodę. |
A muszę powiedzieć, że to nie jedyny dach, który powstał w ubiegłym sezonie budowlanym. Dachu nad głową i całej nowej stajenki doczekały się nasze kopytne - kozy, krówka i osiołek, a właściwie już para osłów. Jedynie owce zostały na starym miejscu w stodole i muszą poczekać, aż powstanie dla nich solidna wiata. Ale zyskały za to fajny zadaszony, zaciszny zakątek przy ścianie stodoły. Kury i kaczki też ustawione w kolejce po własne m.
Stajnia jest wynikiem zbiorowej pracy ekipy stawiającej takie budynki, mojego K. z doskoku oraz naszych dwóch lokalnych znajomych, z których jeden zrobił nam drzwi z futrynami, a drugi boksy dla zwierząt wewnątrz.
 |
Każde w swoim pokoju. | | |
|
|
|
 |
Obecnie już w każdym kątku po dzieciątku, a czasem po dwa. |
 |
Nad zwierzętami miejsce na sianko. |
A jak już tu jestem, to jeszcze parę zdjęć zwierzyńca. Nasz osiołek Piorun doczekał się w końcu gatunkowej koleżanki. Jest sporo większa od niego, więc czy będą z tego dzieci?
 |
Pika i Piorun. |
|
 |
W owczym stadzie zaczerniło się od maluchów, choć nie wszystkie węgielki... |
 |
Lamia, wypasiona przez mamusię... Jej siostra, Luna, u nas na butelce, bo owcza matka przyjęła tylko jedną córkę |
 |
Hipolita, jedna z trojaczków od Hildegardy. |
 |
W tym roku na butelce dwójka... na razie. |
 |
Różyczka zabiega o względy Bernarda. |
 |
Dla odmiany kozie maluchy wszystkie białe po tatce. |
Co ma się urodzić jeszcze, niech się rodzi zdrowo. Co ma obrodzić, niech obrodzi bujnie! Pomyślności dla Wszystkich, którzy chowają, hodują, uprawiają, jak i planują:)