Teren wyrównany, wykopaliśmy rowek na fundamenty 50x50 cm - do nich pójdą worki z piaskiem i cementem.
Większość potrzebnych materiałów mamy zgromadzonych w tym najważniejszy budulec - kostki słomy.
Martwiliśmy się, że cały tydzień będziemy gromadzić i zwozić od ludzi, którzy słomy nie potrzebują. Okazało się w sobotę, że w naszym przysiółku można zebrać słomę z trzech pól. Wszystko w promieniu 400 metrów od nas! Przyjechała kostkarka z Kółka Rolniczego, zrobiło się pospolite ruszenienie wśród sąsiadów na dwa traktory z przyczepami, osiem osób łącznie z nami - w pięć godzin skostkowaliśmy, zebraliśmy i wpakowali do stodoły przeszło 400 kostek słomy pszenicznej i żytniej, specjalnie mocniej prasowanej. Nie mogłam w to uwierzyć! Czy ktoś ma jeszcze takich sąsiadów, czy to mnie się trafiło jak ślepej kurze seks? - jak powiadała jedna z moich koleżanek.
W środę przyjeżdża nasz kierownik budowy Janusz Świderski (www.biobudownictwo.org) oraz kilku wolontariuszy, którzy są jakoś z nim połączeni. Nie wiem ilu ich będzie i na jak długo. Ze swojej strony mamy do budowy nasze ręce, dwójkę przyjaciół oraz syna Sąsiada.
Jeśli czegokolwiek mogę sobie jeszcze życzyć, to może kilku stopni mniej - ale upierać się przy tym nie będę:)
Pozdrowienia z placu budowy!